Desil Reveran

    Share
    avatar
    Lavander

    Liczba postów : 31
    Join date : 20/01/2010

    Karta Postaci
    Imie i Nazwisko:: Desil Reveran
    Rasa: Zabrak
    Poziom: 1

    Desil Reveran

    Pisanie by Lavander on Sob Sty 23 2010, 06:03

    Karta postaci

    Dane:

    Imię i nazwisko: Desil Reveran
    Płeć: Mężczyzna
    Wiek: 19
    Rasa: Iridorianin (Zabrak)
    Języki: Basic, Zabraki
    Klasa: Najemnik
    Specjalizacja: Inżynier
    Ranga: ...
    Poziom: 2
    Doświadczenie: 0

    Cechy

    - Siła: 3 (3)
    - Wytrzymałość: 4 (4)
    - Kondycja: 4 (4)
    - Refleks: 4+1 (5)
    - Zręczność: 5 (5)
    - Zwinność: 4 (4)

    Rozwój Mocy:
    - Szermierka: 0
    - Kontrola nad Mocą: 0

    Umiejętności:

    Darmowe - automatycznie przydzielane:
    - Walka na pięści - 0/100 - [podstawowy]
    - Uniki - 0/100 - [podstawowy]
    - Skradanie się - 0/100 - [podstawowy]
    - Akrobatyka - 0/100 - [podstawowy]
    - Refleks - 0/100 - [podstawowy]
    - Wspinaczka - 0/100 - [podstawowy]
    - Pływanie (poziom podstawowy nie oznacza, że postać umie pływać, ale że ma szanse na utrzymanie się nad powierzchnią wody) - 0/100 - [podstawowy]
    - Przeszukiwanie - 0/100 - [podstawowy]
    - Odkrywanie nowych planet i układów planetarnych - [podstawowy]
    - Wiedza: sztuka przetrwania - 0/100 - [podstawowy]

    Dodatkowe - wybrane:
    - Używanie lekkiej broni energetycznej dystansowej (blastery) - 50/100 - [zaawansowany]
    - Budowa droidów - 20/100 - [podstawowy]
    - Programowanie droidów - 0/100 - [podstawowy]
    - Pilotaż myśliwców - 30/100 - [podstawowy]
    - Hakerstwo - 30/100 - [podstawowy]
    - Programowanie komputerów - 0/100 - [podstawowy]
    - Wiedza: elektronika - 15/100 - [podstawowy]
    - Elektronika ogólna - 30/100 - [podstawowy]
    - Wiedza: ważne organizacje i osobistości - 50/100 - [zaawansowany]
    - Wiedza: BlackSun - 0/100 - [podstawowy]

    - Leczenie lekkich ran - 0/100 - [podstawowy]

    Moce:
    - Wrażliwość na Moc

    Style walki mieczem:
    - brak

    Charakter
    Dość dziwny przedstawiciel swojej rasy. Z jednej strony żądny przygód, nie mający większych wahań przed przyjęciem misji, nawet najdziwniejszej i z pozoru niewykonalnej (no risk, no fun), z drugiej niebywale ostrożny podczas ich wykonywania, ciągle mający głupie wrażenie, że coś może pójść nie tak, jak zaplanował, że coś się spieprzy, a on będzie musiał jak najszybciej uciekać, by uratować własne cztery litery. Posiada dziwne poczucie moralności, dopasowane głównie do własnych potrzeb, wygody i celów. Na przykład, uważa, że zabicie szeregowego żołnierza, który wpadł w ręce przeciwników nie ma sensu- w końcu by on tylko pionkiem na sznurkach pociąganych przez kogoś innego. Co innego, złapanie właśnie tego pociągającego- powinien on być od ręki osądzony i zgładzony, jeśli został uznany za stanowiącego niebezpieczeństwo, nawet w przypadku długotrwałego uwięzienia.
    Tak samo zmienny jest jego charakter. Kiedy ma dobry humor potrafi być rozmowny, śmiać się, być po części duszą towarzystwa. Kiedy jego samopoczuciu raczej daleko do doskonałości najchętniej zamknąłby się w kabinie własnego statku i przespał cały dzień, albo latał bez celu po szlaku handlowym.
    Desil pogardza Mocą, używaną przez Jedi. Widzi ją, jako kuglarskie sztuczki, albo coś niegodnego poświęcenia większej uwagi. W ogóle, nie odróżnia nawet Jedi od Sithów- dla niego to ta sama grupa, poróżniona jedynie sporami filozoficznymi, jednak dla kogoś z zewnątrz będąca bardzo do siebie podobną.
    Nie odczuwa też potrzeby okazywania szacunku Klonom, uważając ich za kogoś niższego od ras myślących, bardziej podobnym do droidów, tak samo "zaprogramowanym" podczas szkolenia. Nieraz zdarzyło mu się rzucić uwagę, że byliby oni w stanie "nawet zabić tych wszystkich swoich Jedi, dyby ktoś wydał im taki rozkaz". Zazdrości im jednak uzbrojenia wyposażenia, któro to zostało im podarowane przez Republikę. Z resztą tak samo, jak życie.

    Wygląd:
    Średnio wysoki Zabrak, o kolorze skóry zbliżonym do śniadego ludzkiego. Wysokie czoło pokryte symetrycznie rozłożonymi, niemałymi kostnymi wypustkami, dość długie, jasne włosy rosnące dopiero od czubka głowy prawie zawsze upięte są w wygodny kok, co mimo ich sporej długości nie przeszkadza ani w walce, ani w codziennych sprawunkach. To wszystko jednak sprawia, że Desil nienawidzi noszenia hełmów, ani żadnej innej osłony głowy, nawet podczas najcięższych walk.
    Mimo, że chłopak nie należy do najsilniejszych jest dość wytrzymały, jego ciało pokrywają całkiem ładnie wyprofilowane mięśnie, co razem ze szczupłą sylwetką i wzrostem około stu osiemdziesięciu centymetrów daje obraz całkiem przystojnego młodzieńca.
    Mimo, iż nie miał zbyt dużej możliwości w rytualnym pokrywaniu swojej twarzy tatuażami, zazwyczaj odbywającym się w kręgu rodzinnym, wokół jego oczu i na brwiach znajdują się typowe, zabrackie wzory. Co ciekawe, można znaleźć je także na jego klatce piersiowej i brzuchu.
    Zazwyczaj widywany w starej, wysłużonej zbroi, która służy mu nie tylko za ochronę podczas misji, które nie raz mógł przypłacić już życiem, ale także pomaga ukryć częściowe kalectwo, dodatkowe maskowane strzępami materiału zamocowanymi przy lewym naramienniku, usiłującymi wyglądać, jak pewien rodzaj półpłaszcza.
    Jeśli już mowa o kalectwie- jego lewa ręka nie jest zwyczajną ręką, posiadaną przez większość worów mięcha. Kilka lat temu, podczas niezbyt miło wspominanego wydarzenia został pozbawiony przyjemności posiadania jej. Trudno było mu się rozstać z czymś, co miał od urodzenia, ale cóż- wyboru większego też mu nie pozostawiono. Niedługo po tym na jej miejsce została mu doprawione ramię droida. Niezbyt dobrej jakości, nie działa ono w całości tak,jak chłopak chciałby. Ponad to, widać, że jest ono raczej z niższych półek. Nie jest pokryte materiałem, mającym do złudzenia przypominać ludzką skórę, lecz całkowicie widać jej mechaniczną strukturę, pokrytą jedynie lekkimi płytami zabezpieczającymi skomplikowaną budowę i chroniącymi przed przypadkowymi uszkodzeniami, zdarzającymi się nawet przy normalnym użytkowaniu (małe, wredne kabelki bardzo lubią się przecierać, a delikatne siłowniki wyginać).

    Ekwipunek:
    - Buro-szara replika mandaloriańskiej zbroi
    - Karabin blasterowy E-11
    - Dwa pistolety blasterowe
    - 576 kredytów
    - HWK-290 "Red Eagle"

    Historia postaci:
    - Nie Wysoki Sądzie, nie mam już nic do dodania. W ogóle, nie wiem,jak moja przeszłość miałaby wpłynąć na przebieg tej sprawy, poza tym, już mówiłem ją na przesłuchaniu. Dobrze dobrze, powtórzę, skoro Wysoki Sąd sobie życzy.

    Poruszył się trochę niespokojnie za barierką, spojrzał kątem oka na strażników pilnujących rozprawy, niezbyt miłych, zdecydowanie burkliwych i nieprzyjemnych typów. Z resztą, chyba typy tego pokroju bywały takie w każdej części galaktyki, jakby pochodzili od jednego przodka- mruka, albo w szkoleniu zawodowym mieli wszczepiane to w krew. Później wzrok przeniósł na swojego obrońcę. Człowiek, rasa niby panująca nad galaktyką, mądra i potężna. Cóż, wszędzie zdarzają się wyjątki, nawet tu. Jego adwokat musiał chyba wyrównywać średnią dla doskonałych dowódców, strategów i mężów stanu. Innymi słowy, był zwyczajnym idiotą, którego na salę rozpraw przyprowadził chyba droid protokolarny, bo sam inaczej nie miał szans tu trafić. Oby on tylko się nie odzywał, Desil sam będzie musiał sobie poradzić.

    - Z dzieciństwa zbyt wiele nie pamiętam. No, może oprócz Iridonii, mojej rodzinnej planety. Nie, nie rasy, tylko mojej- Zabraków urodzonych bezpośrednio na Iridonii nazywa się Iridonianami. No i ja właśnie takim jestem. Iridorianin. Tak tak, do rzeczy. Moi rodzice zawsze nalegali, żebym uczył się walczyć. Że niby spuścizna przodków, takie tam. Sam wolałem majsterkować, jakbym wiedział, że może mi się to w życiu później przydać.

    Uśmiechnął się pod nosem, ale raczej smutno do własnych wspomnień, nieco ironicznie. Poruszał lekko rękami, nadgarstek już nieprzyjemnie mrowiał od kajdanek. Tylko jeden, bo drugi raczej nie miał takich możliwości. Lewa ręka oskarżonego była mechaniczna, od większości ramienia. Co gorsza, nie była zbyt wysokiej jakości, co nie pomagało w życiu. No i te kajdanki zupełnie niepotrzebne. Przecież i tak stąd nie ucieknie, a nawet jeśli, to co miałby ze sobą zrobić? Jego ruchomości, w postaci karabinka, zbroi i kilku kredytów zostały zdeponowane, a statek zabezpieczony w zamkniętym hangarze. I tak by nie uciekłby zbyt daleko...

    - No, to jak mówiłem, uczyłem się tej walki, ale jakoś średnio mi to szło. Wolałem już blastery, ręka pewniejsza do tego, no i bezpieczniejsze, bo na odległość. W zasadzie więcej o rodzicach nie pamiętam, zginęli w wypadku, jak byłem mały. Kilka lat chyba miałem, nie pamiętam dobrze. Tylko pamiętam, jak ktoś wspominał, że to raczej nie był wypadek, bo ich ścigacz nie mógł się tak rozbić. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale co się stało, to się stało- umarli, a ja zostałem sierotą. Rodzina ojca raczej nie chciała mnie przyjąć, w ogóle uważali go za jakiegoś dziwnego, ale nie mam pojęcia dlaczego- mało z tego okresu pamiętam. Trafiłem więc do sierocińca. Okropne miejsce, mało tam siedziałem. W sumie każdy chyba chciał stamtąd uciec, ale mało komu się udało. Razem ze mną uciekło chyba dwoje, ale złapali ich zaraz. Tylko ja miałem szczęście. W sumie, szczęście, jak szczęście. Niby udało ukryć mi się w luku bagażowym jakiegoś transportera, ale wtedy... wtedy myślałem, że chyba lepiej było zostać w tym zasranym sierocińcu. Przynajmniej miałbym jeszcze rękę...

    Zamilkł na chwilę, wziął kilka głębokich oddechów, zacisnął pięć lewej dłoni, tej mechanicznej. Zacisnął i kilka dobrych sekund próbował ją rozprostować. Znowu się zacięła, ale nie aż tak strasznie- w końcu zaczęła słuchać poleceń.

    - W końcu znaleźli mnie w tym luku. Dobrzy ludzie to chyba byli, bo nie wyrzucili mnie na najbliższej planecie. Gówniarz byłem, ale pozwolili mi pracować na tym statku, za jedzenie i za to, że mogłem z nimi latać. Mało tam było mechaniki, bardziej programowanie, serwisowanie drodów i takie tam. Oj, przydała się moja smykałka do takich rzeczy, z czasu jak jeszcze mieszkałem na Iridonii. Ładnych parę lat z nimi latałem, w końcu taka pomoc zawsze się przyda, a ja i tak nie miałem gdzie się podziać. Ręka? Nie, nie wkręciłem jej w żadne koła, nie nic mi jej nie przygniotło, hehe... Miałem wtedy chyba z szesnaście, czy siedemnaście lat, jak wylądowaliśmy na Taris. Głupi wiek, chce człowiek zaimponować nie wiadomo komu nie wiadomo czym. Wysłali mnie do dolnego miasta po jakieś używane części do astrodroidów, a wiadomo, że tam jest taniej. Całą drogę pałętał się za mną jakiś szemrany typ. Oj, trzeba było w ogóle nie opuszczać tego statku, albo i nie wsiadać na niego... Przystawił mnie do muru w jakiejś kantynie, gdzie szukałem mechaników, którzy mogliby te części sprzedać, zaczął pieprzyć coś o mocy kryjącej się we mnie, o Ciemnej Stronie Mocy, że może uczynić mnie bardzo potężnym i takie tam. Kazałem mu iść w cholerę, bo w sumie nie był sporo ode mnie starszy. W zasadzie sam nigdy nie wierzyłem w takie pierdoły. Moc, co jeszcze?! Sztuczki na jarmarkach! Sam potrafię sprawić, że karta zniknie mi w rękach, bez pomocy tej ich całej mocy! Pokazać? Nie nie, nie żartuję sobie z Wysokiego Sądu. Tak, już wracam do tamtego.

    Znowu kilka głębokich oddechów, nawet musiał przymknąć oczy, żeby się uspokoić. Naprawdę, rzadko kiedy wspominał tamte dni, ale nigdy nie opowiadał o tym nikomu. Cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz. Podniósł opuszczoną na chwilę głowę i kontynuował myśl.

    - Nie, nie uwierzyłem mu, że mam jakąś tam Moc. No dobra, czasem kości toczyły się zadziwiająco po moich myślach, albo jak miałem dużo roboty na statku i się skaleczyłem, to leczyło się to szybciej, ale co z tego? To jeszcze o niczym nie świadczy, zawsze miałem szczęście. No, prawie zawsze, oprócz tamtego dnia. Kiedy powiedziałem mu, że gdzieś to mam, że nie idę z nim nigdzie wpadł w szał, furię jakąś. Nigdy nie widziałem nikogo tak szybko spieprzających z kantyny, ani tak wolnych służb porządkowych. Gdyby byli trochę szybciej, może ciągle miałbym... Jak się wkurwił wyjął zza pasa, czy innej cholery małą pałkę. No, ale to nie była pałka na jaką wyglądała, przynajmniej nie do końca. Oni, to znaczy Jedi mówią na to... laserowy miecz, czy jakoś tak. O! Świetlny. Miecz świetlny, tak. Wyjąl i chlasnął mnie w ramię. Cholera, w życiu takiego bólu nie czułem, nawet, jak starsi w tym sierocińcu mi wpieprzyli kiedyś. Zanim ta ręka uderzyła o ziemię już uciekałem stamtąd. W dupie miałem honor, waleczność. Chciałem tylko przeżyć, nic wtedy innego się nie liczyło. Cholera, nadal nie wiem, jak udało mi się dobiec do tego naszego frachtowca, ale musiałem wyglądać, jakby goniło mnie całe stado shyrack'ów, hehe... Odlecieliśmy stamtąd jak najszybciej. Chyba zrozumieli, że jak nie odlecimy, to tamten mnie zabije. Tak, na pewno mnie zabił. A tamci naprawdę byli dobrzy, w końcu byliśmy, jak rodzina, od kilkunastu lat lataliśmy razem. Dłużej byłem z nimi, niż ze własnymi rodzicami. Kilku z nich znało się na medycynie, ze starego droida zrobili mi tą rękę. No, nie jest idealna, ale lepsze to, niż jakiś tam kikut. Wtedy też pojąłem decyzję, że muszę odejść, nie mogę narażać ich na niebezpieczeństwo. Skoro znalazł się jeden taki, to na pewno było i więcej. Nie, po prostu nie mogłem z ryzykować. No, trudno było. Zawsze będę miał ich holokrony, to chyba jedyna rzecz, którą zabiorę do grobu. Dali mi też statek, który zalegał w ładowni ich transportera. Stary HWK-290, nic specjalnego, ale dla mnie to wtedy było coś... Mieć własny statek, być wolnym. Niby jakoś musiałem na siebie zarobić, ale w sumie nie było tak źle. Na Koreliańskiej Trasie Handlowej zawsze się coś znajdzie. Jakiś mały handel, przewieźć kogoś, czy jakiś towar gdzieś dostarczyć. No i jakoś tak wiązałem koniec z końcem, aż do teraz. Ja naprawdę nie mam zielonego pojęcia o tych droidach, naprawdę. Nawet ich na oczy nie widziałem...

    ***

    Desil miał chyba więcej szczęścia, niż rozumu. Absolutnie nie miał zielonego pojęcia, jak ta Selkathiańska sędzina uwierzyła w jego bzdury, ale przynajmniej nie musiał się już niczym martwić. Ostrożnie założył plastalowe części pancerza na lewe ramie, na tyle lekko, by nie uszkodzić wrażliwej elektroniki, ale też pewnie, by dawały wymaganą ochronę. I tak będzie musiał rzucić okiem na całą rękę, ale to już gdy będzie w hiperprzestrzeni. A to zaraz po tym, gdy odbierze statek z rządowego lądowiska. Czego oni to wszystko muszą tak utrudniać... w ogóle dobrze, że sprzedałem te pieprzone droidy na pierwszej stacji, z daleka śmierdziały. No i teraz gniłbym w jakimś pierdlu.... Nie, jego myśli zdecydowanie nie były zbyt pozytywne. Podczepiając karabin blasterowy do pasa myślał tylko o tym, by kupić sobie pełną butelkę soku z Jumy i jak najszybciej opuścić ten układ.



    /* Karta wstępnie konsultowana z Lloydem (na prywatnych kanałach komunikacji), ale prosiłbym, by i inni MG wypowiedzieli się na jej temat i wskazali błędy w niej uczynione. ^^ Mam nadzieję, że moje chaotyczne opisy da się przeczytać i zrozumieć. ^^'
    Na wstępie dostaję jakąś misję, czy mam po prostu zacząć sobie gdzieś pisać i czekać na ewentualne spotkanie z jakimś graczem, albo zainteresowanie MG moją osobą? */


    Ostatnio zmieniony przez Lavander dnia Czw Kwi 01 2010, 12:48, w całości zmieniany 6 razy
    avatar
    Lloyd
    Admin

    Liczba postów : 396
    Join date : 18/04/2009

    Karta Postaci
    Imie i Nazwisko:: Lloyd Mifune
    Rasa: Czlowiek
    Poziom: 2; 250/500

    Re: Desil Reveran

    Pisanie by Lloyd on Nie Sty 24 2010, 14:02

    Ok, akceptuję.

    Dla wyjaśnienia: Zmniejszona ilość umiejętności jest kosztem alternatywnym za wrażliwość na Moc, którą wręczyłem Lavanderowi za dobrze rozpisaną kartę.

    Prosiłbym tylko, żebyś w Rasie dopisał w nawiasie, że jesteś Zabrakiem. Ci itorianie mogą być mylący.


    _________________
    Karta Postaci

    NPC
    Mistrzyni Jedi Malii
    Darth Cruentus
    Darth Frass
    Darth Talon
    Darth Adius
    Zarnak
    Kila
    Rycerz Jedi Nathir
    avatar
    Kailen

    Liczba postów : 148
    Join date : 03/06/2009

    Karta Postaci
    Imie i Nazwisko:: Kailen Saar
    Rasa: Catharianin
    Poziom: 1

    Re: Desil Reveran

    Pisanie by Kailen on Pią Sty 29 2010, 19:18

    Koniec szkolenia!

    Otrzymujesz:
    - Wiedza: ważne organizacje i osobistości +50% do poziomu zaawansowanego
    - Używanie lekkiej broni energetycznej dystansowej +50% do poziomu zaawansowanego
    - Wiedza: Black Sun (podstawowy)
    - Hakerstwo +30%
    Ponadto osiągasz 2 poziom umiejętności.


    _________________
    kp

    NPC : Darth Xan (w zastępstwie za Ryu)
    Mistrz Jedi Plo Koon
    Twi'lekanka Larena
    avatar
    Lavander

    Liczba postów : 31
    Join date : 20/01/2010

    Karta Postaci
    Imie i Nazwisko:: Desil Reveran
    Rasa: Zabrak
    Poziom: 1

    Re: Desil Reveran

    Pisanie by Lavander on Pią Sty 29 2010, 19:29

    Dziękuję. ^^

    Punkt cech z drugiego poziomu przydzielony do Refleksu.
    avatar
    Kailen

    Liczba postów : 148
    Join date : 03/06/2009

    Karta Postaci
    Imie i Nazwisko:: Kailen Saar
    Rasa: Catharianin
    Poziom: 1

    Re: Desil Reveran

    Pisanie by Kailen on Sob Lut 13 2010, 12:49

    MISJA ZAKOŃCZONA!
    +300 pkt XP, (w sumie 600 pkt doświadczenia)
    Umiejętności:
    Wiedza elektronika + 15 % podstawowy
    Elektronika ogólna + 30 % podstawowy
    Pilotaż myśliwców +30% podstawowy
    Budowa robotów +20 % podstawowy


    _________________
    kp

    NPC : Darth Xan (w zastępstwie za Ryu)
    Mistrz Jedi Plo Koon
    Twi'lekanka Larena

    Sponsored content

    Re: Desil Reveran

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Wto Lip 25 2017, 01:31